|
 |
| Czy ograniczyć sposoby zgłaszania na turnieje tylko do strony internetowej? |
|
|
|
|
|
 | foto: MAK Paweł Koch i Rafał Jewtuch | Jewta zdążył...
2006-12-19 18:26:26
Jewta zdążył, w niedzielny wieczór, wyłączyć żelazko i dotrzeć na
czas do studia Eurosportu aby komentować wraz z Przemkiem Krukiem końcową rundę
finału UK Championship Stephen Hendry - Peter Ebdon. Relacjonowanie wygranej
Ebdona przyszło o tyle łatwiej Jewtuchowi, że sam, kilka godzin wcześniej,
zwyciężył w turnieju PORS**** rozegranym w warszawskim klubie Atelier.
Rafał Jewtuch i Paweł Koch widoczni na zdjęciu obok mają bardzo
zadowolone miny. Mimo ciężaru pucharów trzymanych w rękach. Radość Jewty z
wygranej w turnieju oraz otrzymanej nagrody za najwyższego brejka dobrze
komponuje się z uśmiechem Pawła Kocha, który prezentuje puchar za drugie
miejsce, odebrany z rąk Tomasza Wrotnego - członka Zarządu PZSiBA. Zacięty
finał, zakończony wynikiem 3:2 [70:14, 27:61, 16:63, 65:49, 36:68] był jednym z
wielu ciekawych pojedynków rozegranych w czasie warszawskiego turnieju.
Wiele przyjemności z oglądania snookera w polskim wydaniu
dostarczył półfinał rozegrany pomiędzy Rafałem Jewtuchem a Krzysztofem Wróblem.
Trzeci, decydujący frejm rozpoczął się ciekawie. Wrocławianin wbił brejka 45
punktów. Przy stanie 2:65 do stołu podszedł Rafał Jewtuch. Układ bil na stole
nie sprzyjał zbudowaniu brejków. Czerwone bile stały pod bandami lub były
związane ze sobą. Systematyczne, przemyślane i wykonane z dużą determinacją
wbicia pozwoliły na zdobycie przez Rafała brejka 66 punktów, wygranie frejma
68:65, oraz zwycięstwo 3:0 w meczu. Dariusz Goral sędziujący ten mecz, w
dyskusji na naszym forum tak opisał zdarzenia ze stołu nr 2 w Atelier: "Po
wbiciu 15 oczek Rafał miał dwie czerwone na środku górnej bandy z których był
możliwy wózek ale tak na 20 % i jedna czerwona powyżej na wysokości czarnej
możliwa w 35% do środka. Wtedy było 48 przewagi i 51 na stole.... Rafał
myślał... myślał i jednak zdecydował się na wbijanie tego wózka.... i trafił.
Wszystkie te 3 czerwone pociągnął z czarna i idealnie wyszedł na żółtą. Schemat
stał idealnie na swoich punktach i "snookerowe przedszkole" Rafał wbił, kończąc
mecz wynikiem 3:0 i najwyższym brejkiem turnieju 66. Takiego brejka juz bardzo
dawno nie widziałem, nawet na Eurosporcie.... Nie wielkość się tu liczy tylko
stopień trudności jaki zastał na stole Rafał."
Kibice mogli cieszyć się widokiem przy turniejowych stołach dwóch
rzadko, niestety, ostatnio oglądanych snookerzystów: Przemka Kruka oraz Pawła
Kocha. Wrocławianin może zaliczyć warszawski turniej do udanych. Miejmy
nadzieję, że powtarzane szeptem informacje o chęci zakończenia snookerowej
kariery przez Pawła pozostaną jedynie ploteczkami a miłego "okularnika" z
wrocławskiego klubu Fuga Mundi jeszcze nie raz będziemy mieli przyjemność
oglądać grającego w zawodach snookerowych.
Turniej w Atelier zgromadził przy stołach 47 zawodników, z 49
zgłoszonych. Użyczenie stołów w drugim warszawskim klubie Akademii Snookera
pozwoliło na rozegranie pierwszych rund na ośmiu stołach. Dzięki temu turniej
trwał dwa dni. Niestety, wczesno-popołudniowa godzina rozpoczęcia gier w
Akademii spowodowała, że ostatni mecz w tym klubie zakończył się półgodziny
przed północą. Wielu zawodników, sędziów oraz sympatyków snookera
uczestniczących w rozgrywkach w służewieckim klubie, przez takie rozstawienie
meczów, uczestniczyło jedynie w sposób symboliczny w zorganizowanym staraniem
gospodarzy Atelier Małgorzaty Kłys oraz Mariusza Sikorskiego snookerowym
spotkaniu wigilijnym.
Sobotni wieczór w Atelier przyniósł dodatkową atrakcję. W czasie
konsumpcji wigilijnych przysmaków widzowie mogli śledzić turniej bilarda
angielskiego. W finale zwyciężył Tomasz Wrotny pokonując Małgorzatę Kłys. Dzięki
tej wygranej lubelski snookerzysta przewodzi na rankingu bilarda angielskiego.
Czas zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia sprzyja refleksjom. W
czasie śledzenia przebiegu zawodów w Atelier, jak również w sobotę, w Akademii,
przez cały czas ich trwania, nie dawała mi spokoju myśl: dlaczego na turniejach
jest tak mało osób kibicujących naszym snookerzystom. Niezawodne rodziny, inni
gracze, sędziowie - to osoby, które jak zwykle, stanowiły większość
publiczności. W Atelier grali zawodnicy, których głosy są bardzo dobrze znane
snookerowym fanom z transmitowanych relacji na antenie Eurosportu: Rafał Jewtuch
oraz Przemek Kruk. Turniej stworzył okazję do obejrzenia ich na żywo. Można było
obserwować grę, porozmawiać również z innymi zawodnikami znanymi jedynie z
imienia i nazwiska, publikowanych zdjęć czy też wypowiedzi na forum. Grała
polska snookerowa czołówka. A kibiców jak na lekarstwo. Szkoda.
Ostatni w tym roku kalendarzowym turniej snookerowy zaliczany do
klasyfikacji Polskiego Rankingu Snookera przeszedł do historii. Przyniósł on
zwycięstwo oraz nagrodę za pięknego brejka Rafałowi Jewtuchowi. Po tej wygranej
Jewta wyszedł na czoło listy rankingowej PORS. Wyprzedza na niej, o dwa punkty,
przewodzącego dotychczas stawce polskich zawodników Jarosława Kowalskiego.
Zapowiada to ciekawą walkę o pierwsze miejsce na rankingu zamknięcia sezonu PORS
w styczniowych turniejach kończących sezon 2006/2007.
MP
Powrót
|
Dnia 20-12-2006 11:13:32 użytkownik PawełB
napisał: "Grała polska snookerowa czołówka. A kibiców jak na lekarstwo. Szkoda"
Może dlatego, że dla kibiców nie było miejsca - jak napisała jedna z kibicek na forum.
A może dlatego, że w telewizji można było oglądać w tym czasie UK Championship - to jest powód mojej nieobecności. Bardzo żałuję, może planując kalendarz snookerowy należy wziąć pod uwagę turnieje Maintouru. |
Dnia 20-12-2006 19:23:25 użytkownik snickers89
napisał: drogi PawleB, gdybym miała możliwość pojawienia się w Wa-wie, to bym się ani sekundy nie zawachała czy wbrać polskie podwórko czy maintourowski turniej (od czego ma się video?) A wolnych terminów nie ma w końcu aż tak wiele, żeby się nigdy takie wydarzenia nie nakładały :/
Pozdrawiam
Marta |
Dnia 21-12-2006 09:18:12 użytkownik PawełB
napisał: Ha, nie mam video. Zresztą każdy prawdziwy kibic wie, że oglądając widowisko sportowe z odtworzenia traci się co najmniej połowę emocji.
Dla Ciebie odległość też nie powinna mieć znaczenia, mnie się np. zdarzyło być w Lublinie w Stolarni. Ale nie w tym rzecz aby się przerzucać argumentami. Jestem kibicem sportowym od wielu lat, wychowałem się na piłce nożnej, na Legii. Nie za bardzo potrafię wyobrazić sobie oglądanie meczu, dajmy na to, do 80. minuty. Zdarzało mi się łączyć już oglądanie turniejów z polskiego i światowego podwórka jeżdząc w te i we wte z programem zawodów i Eurosportu. Ale tym razem według mnie nie miało to sensu. Wiedząc, że finał w Atelier koliduje z finałem UK zdecydowałem nie jeżdzić na Okęcie w ogóle. Po co mi oglądanie walki zawodników, przeżywanie emocji, skoro nie zobaczę kulminacji? Sorry, ale takie mam podejście. Tak samo nie zawracałbym sobie głowy w takim stopniu jak zawracałem turniejem UK, gdybym z góry wiedział, że nie zobaczę finału w niedzielę. Każde zawody należy oglądać od początku do końca, aby poczuć ducha imprezy i nie stracić nic z emocji. Wiesz, nigdy bym sobie nie podarował, gdybym musiał np. wyjść podczas meczu półfinałowego Jewtuch-Wróbel przy stanie 2-0. Z tego co czytam na forum, to lepiej było dla mnie nie oglądać tego meczu w ogóle, niż część i stracić super brejka na zakończenie.
Sorry, za przydługi wpis, ale chciałem oddać sedno sprawy i istotę kibicowania w moim wydaniu.
Pozdrawiam serdecznie i życzę Wesołych Świąt. |
Dnia 27-12-2006 14:28:43 użytkownik snickers89
napisał: Amen :) |
|
Patron medialny
*** Reklama ***
|
|
|
|
|